Liceum Ogólnokształcące im. Bohaterów Porytowego Wzgórza w Janowie Lubelskim

Znani absolwenci - Ksiądz dr Marek Gątarz

Drukuj
Utworzono: piątek, 20, październik 2017

 Wywiad

z Księdzem  doktorem Markiem Gątarzem

Kontynuując cykl wywiadów przeprowadzanych ze znanymi absolwentami z okazji jubileuszu 100-lecia naszej szkoły, chcielibyśmy zadać kilka pytań o wspomnienia z okresu, kiedy uczęszczał Ksiądz  do naszego liceum.

 W jakich latach to było?

Do janowskiego liceum uczęszczałem w latach 1994 – 1997.

Kiedy odkrył Ksiądz swoje zainteresowania?

Najwięcej pytań o moje zainteresowania zadawałem sobie w latach licealnych. W tym czasie dużo się zastanawiałem nad tym, jakie są moje najgłębsze pragnienia. Z czasem coraz mocniej dawało znać o sobie pytanie o to, jakie są także pragnienia Pana Boga wobec mnie…

Jakie rozterki miał Ksiądz w okresie szkolnym?

Hmm… Rozterki? Główną rozterką, która powracała co jakiś czas z wielką siłą było to, by dobrze rozpoznać życiowe powołanie... Pamiętam również, że sporo się zmagałem o to, by znaleźć odpowiednią miarę w korzystaniu z czasu i życiowej energii – ile, na co ich przeznaczać. Także dzisiaj za jedną z najważniejszych kwestii w życiu uważam znalezienie najbardziej optymalnego dla siebie rytmu życia, wedle życiowych priorytetów i powierzanych mi obowiązków. Przywołam tutaj może jeden z pięknych wierszy, który jakoś od czasu szkoły średniej stał mi się „życiowym towarzyszem”:

Uciekałem przed Tobą w popłochu,

Chciałem zmylić, oszukać Ciebie –

Lecz co dnia kolana uparte

Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,

Stratowałeś, stanąłeś na mnie.

Ległem zbity, łaską podcięty,

Jak dym, gdy wicher go nagnie.

 

Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,

Coraz cięższa staje się mowa

Czyżby słowa utracić trzeba,

By jak duszę odzyskać słowa?

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,

Twoim słowom siebie zawierzyć –

Jeśli trzeba, to tratuj do dna,


Jestem tylko twoim żołnierzem.

Jedno wiem, i innych objawień

Nie potrzeba oczom i uszom –

Uczyniwszy na wielki wybór,

W każdej chwili wybierać muszę.

Jerzy Liebert – Jeździec

 Kto był Księdza autorytetem w okresie szkolnym?

Przede wszystkim jeden z moich katechetów, ks. Dariusz Socha. Osobiście dużo mu zawdzięczam. Mogę powiedzieć, że twórczo mnie inspirowało to, czym emanował. Budowała mnie jego życiowa mądrość i kultura osobista, pracowitość, poczucie humoru oraz świadectwo wiary i umiłowanie życia kapłańskiego.

Czy szczególnie wspomina Ksiądz któregoś ze swoich nauczycieli?

Trudno mi powiedzieć, który z moich nauczycieli miał na mnie największy wpływ. Jest ich wielu, spora część z nich pozostaje w mej pamięci, roli innych być może sobie nie uświadomiłem. Miło wspominam wychowawcę mojej klasy p. Dariusza Wiechnika. Także innych nauczycieli, jak choćby: naszą polonistkę p. Alicję Gąbkę, p. Józefa Bańkę a także p. Marię Górę, p. Winiarczyk, p. Henryka Szkutnika. Od zawsze lubiłem się ruszać i dlatego też sporo zawdzięczam nauczycielowi w-f’u, p. Piotrowskiemu – zachęcał mnie do biegania i powtarzał, by dystans zwiększać stopniowo J Z dzisiejszej perspektywy, po wielu moich biegach długodystansowych, jeszcze bardziej doceniam wartość jego porad. Z uśmiechem też przypominam sobie jego wysiłki zmierzające ku temu, by zaszczepić w człowieku chęć do aktywności fizycznej w życiu i czerpania z niej radości. Trzeba jeszcze dodać, że szczególnie zapisali się w mojej pamięci nauczyciele, z których pomocy korzystałem poza szkołą – myślę np. o p. Małgorzacie Krzysztoń – Żytko, czy niezwykle zasłużonym dla naszej szkoły, parafii i całego miasta p. Józefie Łukasiewiczu, którego nazwałbym „Cichym Bohaterem”.  

Czy jest jakieś interesujące zdarzenie z tamtych lat, które szczególnie zapadło Księdzu w pamięć?

Wspominam wiele radosnych zdarzeń… Myślę o „nadwyżkach stresu” i różnych zabawnych tego przejawach, zwłaszcza przed niektórymi lekcjami, np. przed matematyką, chemią, fizyką… Przypominam sobie nieplanowany wybuch petardy na lekcji języka polskiego J Smacznie wspominam zwyczaj częstowania tortem przy okazji 18 urodzin. Wspominam koleżeńskie spotkania oraz licealne sympatie.  Pamiętam też ile wysiłku wkładaliśmy w przygotowanie sali gimnastycznej na studniówkę. No i ciepło myślę również o samej studniówce, na której się świetnie bawiłem.   

A… I jeszcze coś. Pewnego dnia ktoś na ścianie głównego budynku liceum (od podwórka) wymalował dużymi literami napis: „NIE LĘKAM SIĘ. KOCHAM”. Mocno zastanawiało mnie, co tak naprawdę kierowało „sprawcą”… Pamiętam, że długo nikt go nie usuwał. Myślę sobie, że niejednej osobie mógł on dać sporo do myślenia. Może też niektórym jakoś pomagał radzić sobie z lękami na progu dorosłości. Tak, często myślę o lękach młodych i o tym, jak sobie próbują z nimi radzić. I o tym, jak my – dorośli możemy wspierać młodych w ich rozwoju…

Czy szkoła miała jakiś wpływ na dalszą edukację?

Tak, w dużej mierze zaszczepiono we mnie szacunek dla wykształcenia, wiedzy i uczenia się w ogóle. Właśnie w liceum pojąłem, że warto w życiu zadbać o swój rozwój, w szerokim jego pojęciu. Uczyłem się stawiania sobie wymagań a także dzielenia radości z osiągnięć innych. Nabierałem  szacunku dla fundamentalnych wartości ale też zrozumienia dla ludzi o odmiennych poglądach. Cenię sobie zainteresowanie teologią, jakie podarowały mi lekcje religii. Widzę również wartość dobrego przygotowania z języka polskiego – co doceniłem zwłaszcza podczas pracy nad magisterką czy doktoratem; i z czego stale korzystam, zwłaszcza w posłudze głoszenia Słowa Bożego.

 Brał Ksiądz aktywny udział w życiu szkoły i parafii. W jaki sposób te doświadczenia zaprocentowały w  późniejszej działalności?

W szkole raczej się nie wyróżniałem. Dziś myślę, że mogłem więcej z siebie dawać i bardziej się angażować w życie szkoły. Czuję się natomiast bardzo ubogacony tym, czego doświadczałem angażując się w życie parafii. Dane mi było poznać wielu wspaniałych ludzi, tak kapłanów jak i osób świeckich. Trudno ich zliczyć, długo bym mógł ich wymieniać… Pośród nich mogła stopniowo dojrzewać moja wiara oraz miłość do Jezusa i Maryi. Mam w sercu dużo wdzięczności do tych, od których mogłem się uczyć wielu ważnych życiowych postaw. Zaangażowanie w różne obszary życia parafii – zwłaszcza w służbę przy ołtarzu czy pomoc osobom niepełnosprawnym w Stowarzyszeniu „Effatha” – procentuje do dziś. Pamiętam, że mocno przeżyłem pogrzeb kapłana – rodaka, ks. Ryszarda Jakubca, który zmarł w bardzo młodym wieku z powodu choroby nowotworowej. Sprowokowało mnie to do głębszych refleksji (takich, na jakie było mnie wówczas stać) nad kruchością ludzkiego życia, nad jego sensem i celem. Dużą wartość stanowiły dla mnie również każde rekolekcje szkolne – niektóre mam żywo w pamięci. I choć różnie bywa z nastawieniem ludzi młodych (i nie tylko) do rekolekcji, to we mnie chyba właśnie mniej więcej wtedy ukształtowało się jakieś pierwotne przekonanie o wielkiej wartości rekolekcji – ćwiczeń duchowych w życiu chrześcijanina.

Jakie cechy Księdza charakteru zostały ukształtowane poprzez doświadczenia wyniesione ze szkoły?

Z wdzięcznością myślę o atmosferze domu rodzinnego, w której kształtowały się we mnie wiodące cechy charakteru. W połączeniu z doświadczeniami szkolnymi mogłem wypracowywać w sobie:   ciekawość człowieka i świata, pracowitość, solidność, wytrwałość, odwagę, determinację w dążeniu do celu, dobroć, czy wrażliwość na ludzką biedę...  

Co Ksiądz uważa za swój największy sukces w życiu?

Muszę przyznać, że nigdy nie podchodziłem do życia i realizacji marzeń w kategorii dążenia do sukcesu – przynajmniej w takim znaczeniu, jak dziś najczęściej się go pojmuje. Najcenniejsze jest dla mnie Chrystusowe Kapłaństwo, w którym – z Bożej łaski – mogę uczestniczyć. Św. Jan Paweł II z okazji 50 rocznicy swoich święceń kapłańskich napisał piękne świadectwo pt. „Dar i tajemnica”. W takim duchu staram się także i ja przeżywać kapłaństwo, które jest dla mnie darem niczym niezasłużonym, tajemniczym wybraniem i powierzoną do wypełnienia misją. O ile powołanie kapłańskie jest łaską, to o wytrwanie w nim trzeba stale zabiegać, a przede wszystkim codziennie się o to modlić. Zapewne nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ile zawdzięczam modlitwom życzliwych mi ludzi, także moich nauczycieli czy kolegów i koleżanek z liceum – odwdzięczam się im tym samym. A praca z młodymi utwierdza mnie w przekonaniu, że bardzo potrzebują oni wiernego i radosnego świadectwa życia ludzi dorosłych, którzy są wierni Bogu i Ojczyźnie a także z pasją realizują swoje życiowe powołanie.

Chcę tutaj jeszcze wspomnieć jednego z absolwentów naszego liceum – Rysia Stanickiego, z którym chodziliśmy do jednej klasy, a który – podobnie jak ja – zdecydował się po maturze pójść do Seminarium Duchownego. Stale pozostaje w moim sercu i pamięci. O powołaniu do kapłaństwa nigdy w szkole ze sobą nie rozmawialiśmy. Gdzieś w okolicach matury dowiedziałem się o jego zamiarze wstąpienia do Seminarium. Powiedziałem mu wtedy, że myślę o tym samym… Rozmawialiśmy trochę nad jego i moją motywacją, o naszych ideałach, niepewnościach. Kilkakrotnie pielgrzymowaliśmy razem na Jasną Górę, spotykaliśmy się także przy różnych okazjach ze znajomymi z klasy. Lubiłem z nim rozmawiać. Do życia podchodził – rzekłbym – w sposób bardzo prosty; nie pamiętam, by kiedykolwiek na coś się żalił, narzekał. Zawsze pogodny, tryskający energią, szczerze zainteresowany sprawami innych… I przyszedł moment na czwartym roku, w którym dowiedziałem się o jego chorobie nowotworowej. Odwiedzaliśmy go z kolegami w szpitalu. Nigdy nie mówił o bólu. O wiele bardziej interesowało go to, co dzieje się u innych. Mężnie znosił cierpienie, a ja w jego oczach ciągle widziałem nadzieję. Choroba jednak postępowała i Rysiek gasł w oczach. Ale duchowo wciąż był bardzo mocny. Swoją postawą wygłosił nam porządne rekolekcje. Tak bardzo chciał zostać kapłanem. I tak się stało – na 42 dni… Nie pamiętam dokładnie, ale chyba cała nasza klasa była na jego pogrzebie. Stałem przy jego trumnie i patrzyłem na obolałych rodziców, do oczu cisnęły mi się łzy i mnóstwo myśli krążyło po głowie. Właśnie te chwile sprawiły, że jeszcze poważniej zacząłem myśleć o wyborze kapłaństwa i na dobre ugruntowało się we mnie pragnienie takiej a nie innej drogi życia. Od tamtej pory w moich modlitwach szepczę czasem do Ryśka i proszę go o wstawiennictwo u Pana Boga. Wierzę, że on już jest szczęśliwy w niebie i o nas pamięta – o kolegach i koleżankach z licealnych ławek. Co jakiś czas przychodzi mi do głowy taka oto mniej więcej myśl: Panie Boże, jak to jest, że dwóch nas z klasy licealnej powołałeś do kapłaństwa; Ryśka tak szybko zabrałeś, a mnie pozostawiłeś… Cóż pozostaje? Odczytuję to jako pewnego rodzaju zobowiązanie i misję do wypełnienia…

Jakie są Księdza aktualne cele?

Świętość J

Jak Ksiądz spędza swój wolny czas? Jakie jest Księdza hobby?

Lubię się modlić, czytać książki, oglądać dobre filmy. Nie rozstaję się ze sportem i – jako że bardzo lubię przebywać na łonie natury – co jakiś czas udaję się na górskie wędrówki, zwłaszcza w Tatrach. Cenię sobie kilka przyjacielskich relacji. Stosunkowo dużo czasu przeznaczam też na posługę innym – zwłaszcza w ramach towarzyszenia duchowego. Cieszy mnie to, że tak dużo osób dopuszcza do głosu swoje głębokie potrzeby duchowe i chcą się duchowo rozwijać – korzystają z rekolekcji ignacjańskich czy lectio divina w różnych domach rekolekcyjnych w całej Polsce; szukają dla siebie stałego spowiednika czy kierownika duchowego.

Czy chciałby Ksiądz przekazać obecnym uczniom?

Wiele rzeczy… Przede wszystkim to, by czerpali z mądrości starszych i cieszyli się swoją „małą ojczyzną”. By chcieli całe życie dbać o swój rozwój, wytrwale rozwijali swoje talenty i – w sztafecie pokoleń – odważnie ubogacali nimi innych. By chcieli w swojej młodości zaprzyjaźnić się na dobre z Jezusem i Maryją, by czytali Pismo Święte i szukali swojej drogi do świętości. By cenili sobie przyjacielskie więzi... By mieli odwagę zadawać pytania – sobie i innym, poszukiwać głębszego sensu zdarzeń i cierpliwie oczekiwać odpowiedzi – niczym w wierszu jednego z moich ulubionych poetów, który chciałbym podarować młodym naszego pięknego miasta:

Miej cierpliwość nad wątpliwościami
Twojego serca
Spróbuj ukochać same pytania…

Nie szukaj teraz odpowiedzi,
nie możesz je poznać
bo nie będziesz zdolny
żyć z nimi.

Najważniejszym przykazaniem jest
przeżyć wszystko.

Żyj pytaniami.
Może później
stopniowo
niezauważanie,
dożyjesz pewnego dnia
Do odpowiedzi.

Rainer Maria Rilke

 

Tuesday the 21st. Custom text here. Joomla 3.0 templates. All rights reserved.